Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
34 posty 720 komentarzy

Na zimno

tipsi - miłośnik buraczków zasmażanych

Odpuścić wygraną - strategia dla PiS

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

PiS, jak każda partia polityczna, został powołany w celu rywalizacji o władzę w Polsce, a po jej zdobyciu - dla jej sprawowania i utrzymania. Ponieważ większość znaczących politycznie członków każdej z partii działa w nich z myślą głównie o własnym interesie (a czasem też, przy okazji, z nadzieją na przyczynienie się do poprawy stanu Ojczyzny), to partie siłą rzeczy rozumują w perspektywie kadencji. Większość przywódców partyjnych niechętnie, ale zmusza się, rzecz jasna, do uniesienia głowy ponad tę "perspektywę następnego posiłku", jednak nawet przy najlepszych chęciach musi iść na ustępstwa wobec materii ludzkiej i ludzkich słabości, tej obezwładniającej inercji dążeń i ambicji, sprowadzającej większość aktywności do wspólnego mianownika jakim jest troska o fotel w kolejnej kadencji. Co oznacza, że intelektualnie dość oczywista perspektywa długofalowa pozostaje zwykle w sferze wzniosłych deklaracji, zaś w politycznej praktyce dominuje kadencyjna dojutrkowość, pożerająca większość czasu i energii na ustalanie kolejności dziobania w zbliżających się wyborach (czy to sejmowych, czy samorządowych - nieważne). Jedynie wybory prezydenckie wolne są w zasadzie od tego obciążenia, ale też nie do końca, bo wówczas na szczytach partyjnych hierarchii rozpoczyna się dyskretna, ale gorączkowa przepychanka w kolejce do pałacu.

W ostatnich latach, nie tylko w blogosferze, podnoszono wielokrotnie kwestię definicji "męża stanu". Zestawiano przymioty niezbędne politykowi do uzyskania tego zaszczytnego miana, jak również wady bezwzględnie to wykluczające. Zdolność do myślenia w perspektywie dłuższej niż kadencja parlamentarna czy prezydencka okupowała w tych dyskusjach zwykle czołowe miejsca. Czasem co bardziej przytomni dyskutanci dodawali "...oraz umiejętność przeforsowania działań partii i urzędu w takiej perspektywie". I to jest na pewno conditio sine qua non nie tyle może nobilitacji polityka na "męża stanu", ale z pewnością -- zapewnienia trwałej obecności danego ugrupowania  na scenie politycznej.

W ciągu minionego 20-lecia zdolnością do prowadzenia tak określonej polityki wykazało się w zasadzie jedno tylko ugrupowanie - PSL. Wszystkie inne po dłuższym lub (częściej) krótszym czasie ulegały erozji (a czasem eksplozji), z powodu nie dających się pogodzić rozbieżności wśród swych rywalizujących o przywództwo "samców alfa i beta". Na naszych oczach stało się to z SLD (choć opieka Sił Wyższych i wciąż rozległa wspólnota interesów uchroniły to ugrupowanie przed całkowitą rozsypką), a teraz jesteśmy obserwatorami procesu rozpadu wewnętrznego w łonie PO. Czemu w tym kontekście nie wspomniałem o sprawie PiS - PJN? A dlatego, że tu tendencja do rozpadu została w porę zdiagnozowana przez kierownictwo partii i wysterowana w kierunku kontrolowanego wydalenia ludzi stanowiących zarzewie problemu. Warto przy tym dostrzec zasadnicze różnice między wcześniejszym pozbywaniem się z PO potencjalnych rywali Tuska zanim zaczęli być naprawdę groźni dla partii (albo mimo tego, że byli groźni co najwyżej dla Tuska, a partię mogli jedynie wzmacniać), a wydaleniem grupy Kluzik i Poncyliusza z PiS, która nie stwarzała rzeczywistego zagrożenia dla kierownictwa partii, ale grała na jej kompromitację w oczach elektoratu i rozpad.

Wracając do perspektywy czasowej działalności PiS - niecierpliwi członkowie i sympatycy tej partii, jak też pełni złych przeczuć i lęku o przyszłość kontestatorzy III RP domagają się mobilizacji w celu wygrania wyborów i przejęcia władzy przez PiS już teraz, jak najszybciej. O ile wygranie wyborów nie jest jeszcze nie do pomyślenia -- wszak szybko narasta rozczarowanie co bardziej przytomnych przedstawicieli elektoratu PO -- to już przejęcie władzy jest sprawą niezwykle problematyczną, o ile nie w ogóle praktycznie niemożliwą. Trzeba sobie bowiem zdefiniować pojęcie władzy -- a nie wyczerpuje go bynajmniej kwestia uzyskania większości parlamentarnej. Wszak truizmem będzie tu przypomnienie problemu trój-, a może i czwórpodziału władzy. Jeśli dobrze się zaś przyjrzeć, można wyróżnić nawet sześć, jeśli nie siedem czy osiem istotnych składowych władzy (ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza, a do tego te "niższego rzędu", co nie znaczy, że mało istotne -- media, samorządy, administracja terenowa, sfera finansowa, biznes, formacje mundurowe, a nawet tłum).

Wygranie wyborów parlamentarnych to dopiero początek - a przecież w dzisiejszym stanie PiS nie bardzo wie, co należałoby czynić dalej. Koalicja z jakimkolwiek innym ugrupowaniem, które miałyby szansę dziś znaleźć się w Sejmie grozi albo odwróceniem się twardego elektoratu (SLD), albo powrotem do problemów kadencji 2005-7 (PJN, PSL). O koalicji z PO, a nawet z jedną z jej pochodnych w razie rozpadu, mowy na razie być nie może. O przywróceniu normalnej pozycji w mediach PiS marzyć nie może. Bardzo trudno byłoby mu zdobyć przychylność setek tysięcy urzędników stanowiących od pokoleń żelazny elektorat postkomunistycznej lewicy, a co najwyżej "ludzi rozumnych" z PO. O tym, czy możliwe jest przejęcie kontroli nad sercami i umysłami mundurowych, dyskutuje się od dawna, podobnie jak nad tym, na ile silne pozostają powiązania oficerów piastujących kluczowe stanowiska z rosyjską razwiedką. W tym wypadku trudno byłoby więc określić, kto tu zdobywałby wpływ na kogo... Najtrudniejsza jest chyba sytuacja z władzą sądowniczą i nad tym rozwodzić się nie trzeba - sądy i prokuratura to nienaruszony trzon sowieckiego systemu władzy, nieco przypudrowany i podmalowany na zachodnią modłę, w istocie jednak nadający się wyłącznie do gruntownej przebudowy od podstaw.

Nie wolno też zapominać o mitygującym wpływie urzędu prezydenta. Jego obecny lokator, przy całej swojej niekompetencji, będzie miał dość możliwości szkodzenia nieprzychylnemu mu rządowi i parlamentowi, by skutecznie sparaliżować działania nawet w razie posiadania przez PiS większości konstytucyjnej (na co się bynajmniej nie zanosi). Niewątpliwie w takiej sytuacji doszłoby do zakulisowej koordynacji działań Bigosława, mediów i wszelkich pozostałych efektoró razwiedki, by jak najszybciej pozbawić Kaczyńskiego i PiS realnej władzy nad państwem. W efekcie czego wrócilibyśmy do roku 2007, o ile nie od razu do 2010...

Wielu komentatorów o zapatrywaniach prawicowych nie waha się określać Jarosława Kaczyńskiego mianem męża stanu. Moim zdaniem to tak, jak z nagrodą Nobla dla Obamy - jest to jedynie projekcja własnych oczekiwań, antycypacja samosprawdzenia się przepowiedni. JK jest oczywiście - przynajmniej moim zdaniem - jedyną jasną gwiazdą na firmamencie polskiej polityki, jednak okoliczności nie pozwoliły mu jak dotąd w pełni rozwinąć skrzydeł, nie dały nam szansy przekonać się, na ile te antycypacje wielkości sprawdziłyby się w praktyce. A że pozory lubią mylić naiwnych, widać po Tusku - walcząc o władzę ryczał jak lew, a teraz zdycha jak mucha. Z opiewanej pieśnią tłumu wielkości nie zostało już nic.

Cóż więc powinien począć Kaczyński? Z całą pewnością najpierw - policzyć aktywa. A nie ma ich przesadnie dużo. Gdyby miał sięgnąć po władzę z tymi kartami, które ma, prędko przekonałby się o ich słabości. Obserwując go odnoszę wrażenie, że doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Potem - podjąć działania, jednocześnie w kilku kierunkach. A więc - przewietrzyć partię - na dole bowiem zbyt wiele struktur zostało przejętych przez podstawionych ludzi, a to oznacza bardzo wymierne straty wyborcze. Następnie - skorzystać z okazji stręczonej przez PO i "wejść" w think-tanki. Partii potrzeba bowiem intelektualnego fermentu. W skojarzeniu z poprzednim - otworzyć się na blogosferę, po pierwsze dlatego, że zwykłe media są dla prawicy zablokowane, po drugie dlatego, że media interaktywne (na czele z Internetem) to przyszłość. W perspektywie 10 lat mioże dojść do odwrócenia wpływów i znaczenia obecnych mediów tradycyjnych i internetu. Warto z tego skorzystać. Kolejna sprawa - na bazie dwóch poprzednich - rozwijać program, program nie tylko ustawodawczy, ale przede wszystkim społeczno-ideowy. Ale i postarać się o wypracowanie odpowiedzi w takich kwestiach, jak finanse i współpraca międzynarodowa, zagrożenia o charakterze polityczno-militarnym, zahamowanie fatalnych przemian w szkolnictwie i edukacji, zagrożenia demograficzne. PiS musi przestać unikać formułowania jasnych odpowiedzi na pytania o kierunki zmian w ubezpieczeniach i opiece społecznej - a odpowiedzi te należy wesprzeć studium wykonalności. Trzeba też pokusić się o stworzenie planu zmian w systemie wymiaru sprawiedliwości i sądownictwa gospodarczego. Trzeba szukać recept na zapaść nauki i szkolnictwa wyższego. Konieczne jest wreszcie dostrzeżenie i zdefiniowanie zagrożeń transgranicznych nie tylko na wschodzie kraju, ale i na zachodzie.

Właściwie - gdzie nie spojrzeć, wszystko w Polsce jest zorganizowane w ułomny sposób, a jeśli ktoś mierzy się z wyzwaniami godnymi męża stanu -- nie może uniknąć stawienia temu czoła. Tusk, póki nie stało się żenująco oczywiste, jak naiwne i płonne było pokładanie w nim jakichś nadziei, dawał wielu Polakom nadzieję na "przestawienie wajchy" w pożądanym przez nich kierunku. Miał na to ich mandat. Nawet ja, który od zawsze postrzegałem go jako nowego Dyzmę, nie odmawiałem mu posiadania dostatecznej władzy do zaprzeczenia temu wizerunkowi.

Teraz zbliża się nowe otwarcie i szansa dla Jarosława. Nie, nie w tych wyborach - tu pierwszym sprawdzianem będzie dla niego powstrzymanie się od wyścigu po władzę. Ale w dwa lata po tegorocznych wyborach, kiedy rząd PO-SLD załamie się pod ciężarem problemów, PiS na czele z JK będzie miał szansę na powrót do władzy. Jeśli dobrze wykorzysta te lata na przygotowania, to spełni nasze nadziej - niechby i połowicznie. Jeśli zaś nie, to upadek "ostatniej nadziei Białych" będzie równie bolesny w skutkach, co upadek Tu-154M.

KOMENTARZE

  • "Odpuścić wygraną - strategia dla PiS"
    To ja mam strategię lepszą, wygrać wszystko, zgarnąć całość:

    http://www.scribd.com/doc/38954583/W%C4%99glowodory-Produkcja-podziemna-ze-z%C5%82o%C5%BC-w%C4%99gla
  • do Autora
    Podzielam Pana zdanie w ocenie i sugestii straregii dla Pis-u.Nie wiem tylko, czy J.Kaczyński powinien w jesiennej kampanii tak postępować by przegrać?Czy wogóle nie startować?A jeśli nie ,to jak taka decyzję przekazać elektoratowi?
  • @Inka
    Tej jesieni chodzi o to, by uzyskać jak najlepszą pozycję wyjściową. A więc maksimum głosów, ale nie zwycięstwo! Wygrana bowiem będzie owocować 1) Niekończącymi się inwektywami mediów i wrogów politycznych "czemu nie chce rządzić, nie ma zdolności koalicyjnej etc."; 2) Pokusą dla polityków PiS do rozpętania wojny o zawarcie koalicji z kim bądź - ludzie bywają zadziwiająco ślepi.
    A więc - drugie miejsce, ale bardzo silne, byłoby najlepszym rozwiązaniem. Pierwszeństwo formowania rządu pozostaje przy PO, a w razie niemożności sformowania przez nią rządu łatwo można pójść w kierunku przedterminowych wyborów, czy zgody na rząd mniejszościowy - byle samemu nie pchać się do władzy i spokojnie czekać.
  • wygrać wybory i zostać w opozycji
    po co PiS powtórka z rozrywki? z PO rządzić raczej na pewno nie będzie, najpierw Smoleńsk, z SLD też nie, a PSL to za mało, tu trzeba grubego wyniku
    poczekać jeszcze rok, dwa, po euro 2012...
    tak samo nie widziałem JK jako Prezydenta, bo mielibyśmy powtórkę z rozrywki, a platfusy całą winę za kryzys zrzuciłyby na Prezesa
    "warto było czekać, na te piękne czasy... ", no to czekajmy:-)
  • @tipsi
    "Partii potrzeba bowiem intelektualnego fermentu...... Kolejna sprawa - na bazie dwóch poprzednich - rozwijać program, program nie tylko ustawodawczy, ale przede wszystkim społeczno-ideowy. Ale i postarać się o wypracowanie odpowiedzi w takich kwestiach, jak finanse i współpraca międzynarodowa, zagrożenia o charakterze polityczno-militarnym, zahamowanie fatalnych przemian w szkolnictwie i edukacji, zagrożenia demograficzne. PiS musi przestać unikać formułowania jasnych odpowiedzi na pytania o kierunki zmian w ubezpieczeniach i opiece społecznej - a odpowiedzi te należy wesprzeć studium wykonalności. Trzeba też pokusić się o stworzenie planu zmian w systemie wymiaru sprawiedliwości i sądownictwa gospodarczego. Trzeba szukać recept na zapaść nauki i szkolnictwa wyższego. Konieczne jest wreszcie dostrzeżenie i zdefiniowanie zagrożeń transgranicznych nie tylko na wschodzie kraju, ale i na zachodzie".

    W pełni się zgadzam, że programu PiS-u na miarę potrzeb obecnie nie ma. Tylko, że minęło już parę lat, w których te merytoryczne analizy, prognozy, programy i studia wykonalności powinny były powstać. A tymczasem szuflady prawie że puste. Mimo, że środki na to były (teraz będą mniejsze).

    Dziwi mnie też nadzwyczajna skłonność PiSu do spławiania ludzi, którzy oferują merytoryczną pomoc. Sami nie zrobią - bo nie są w stanie - ale innym też nie pozwolą. Tak jakby kontrola nad personaliami była najważniejsza.

    Plus niesłychana drażliwość w związku z najmniejszą nawet krytyką. Każda nielaurkowata opinia w krótkim czasie grozi autorowi usłyszeniem zarzutu (publicznie lub niepublicznie), że agent lub durny.

    W ten sposób nie przyciągnie się ludzi wybitnych, którzy są potrzebni.

    Niespecjalnie wierzę, że scenariusz, który Pan nakreślił da się zrealizować.
  • @Rebeliantka
    "Plus niesłychana drażliwość w związku z najmniejszą nawet krytyką. Każda nielaurkowata opinia w krótkim czasie grozi autorowi usłyszeniem zarzutu (publicznie lub niepublicznie), że agent lub durny."
    TYlko RAZ Ciebie skrytykowałem za wypowiedź i już się zdenerwowałaś zarzucając mi:
    "Nie mam przyjemności z osobą, która obrzuca mnie wyzwiskami. Nie dałam Ci do tego żadnego powodu."
    Powód był ale kłamiesz, nie użyłem wyzwisk!

    Ty nie wytrzymałaś po jednej krytyce a zarzucasz drażliwość, człowiekowi który jest permanentnie obrażany, wyszydzany (w tym za wzrost i nazwisko) 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu. Kpią z niego za to co powiedział a jak nie mówił to za co co myślał.
    Dworują z niego w kabaretach ale nawet w programie pogody nie unikano zawoalowanej aluzji do jego osoby.

    Co do koncepcji przegrać aby wygrać. Nie wiem czy w przypadku przegranej (kontrolowanej lub nie) PIS w nadchodzących wyborach będzie za kolejne 4 lata komu wygrać.
  • @Rebeliantka
    Fakt, minęło dostatecznie dużo czasu, by taki program przygotować. Jednak partią kierują nie biznesmeni (dla których posiadanie zestawu szczegółowych programów wariantowych byłoby oczywistą oczywistością), ale politycy, którzy tego poczucia tak do końca nie mają. A szkoda.

    Spławianie ludzi - skąd my to znamy! Od z górą pół roku usiłujemy wymóc na kierownictwie PiS załatwienie zupełnie prostej sprawy na szczeblu zarządu powiatu. Dotarliśmy do samego Kaczora i wszystkich świętych. Idzie jak po grudzie, choć wszyscy uprzejmie się zgadzają, że mamy rację i bez załatwienia sprawy cała działalność PiS w powiecie przestanie istnieć. Są ludzie, pomysły, deklaracje i dowody na skuteczność - potrzeba jednej męskiej decyzji. I nic. Taka karma chyba.

    Wrażliwość na krytykę. Tak, to typowe chyba dla wszystkich Polaków. Czemu politycy mieliby od niej być wolni? A zwłaszcza ci, którzy do miana polityka bezskutecznie aspirują (czytaj - średnie struktury kierownicze bez szans na awans do Komitetu Politycznego)? Ludzie są tylko ludźmi i warto krytykę formułować bardzo nie wprost :).
    Jeśli scenariusz, który nakreśliłem nie da się zrealizować, to istnieją dwie możliwości - albo ktoś zrealizuje lepszy, albo nie. Jeśli zrealizuje lepszy, to dowiedzie, że obaj zajmujemy właściwe miejsca. Jeśli nie, to Polska w dalszym ciągu będzie buksować w bagnie. Wiadomo, czym się to wreszcie kończy.
  • @Zolmar
    1. Ale Rebeliantka chyba mówiła o innych politykach PiS.
    2. PiS w nadchodzących wyborach nie ma szans na wygraną w sensie stworzenia stabilnego i skutecznego rządu. Chyba, że wybory odbędą się w ostatnim konstytucyjnym terminie, a przez ten czas wydarzenia (i zmiany) przyspieszą jak w Afryce Płn. Nie ma się co łudzić - PO, media i razwiedka mają w łapach zbyt silne aktywa, by skutecznie wytrącić im władzę. I jest jeszcze Bigosław. Owszem, chętnie znowu wpuszczą PiS w maliny i pozwolą pokompromitować się trochę w jakiejś przyciasnej koalicji - ooo! na taką pomoc to PiS zawsze może liczyć. Ale chyba nie o to chodzi?
  • @tipsi
    Ad. 1. Fakt jeśli chodzi o ten post. W innych jednak robi ten sam zarzut konkretnie w stronę J. Kaczyńskiego.
    Z drugiej strony ta sama taktyka, o której pisałem jest stosowana wobec całego PIS. Każdy ma swój próg wytrzymałości. Po jego przekroczeniu nawet neutralna opinia (patrząc z punktu widzenia zewnętrznego, obiektywnego obserwatora) odbierana jest jako krytyka.
    Popatrz jak reaguje obecnie Tusk przy minimalnym "ataku" prasy.
    Ad. 2. Nie o to. Ale jeszcze jest jeszcze kilka miesięcy, a w tym czasie może się jeszcze dużo zmienić wypłynąć - SLD bardzo prze do władzy i może wykorzystywać każde potknięcie PO) i PiS w nadchodzących wyborach może mieć szanse na samodzielną wygraną
  • @Zolmar
    Teoretycznie szansa taka istnieje. Ale jest, IMVHO, bardzo niewielka. Tym bardziej, że przeciwnik nie będzie bezczynnie patrzył, jak mu się rozpadają struktury, media też nie będą spały, a trudno też liczyć, że PiS nie popełni żadnych błędów i wykorzysta wszystkie możliwości. Żelazny elektorat to maksimum 25%, plus 10% zawiedzionych z innej bajki - to szansa na najlepszy wynik, ale przecież nawet jeśli się zrealizuje, to jeszcze nie oznacza przejęcia realnej władzy. Co najwyżej niektórych spośród zewnętrznych jej znamion. Żeby zyskać prawdziwie żelazny mandat, PiS musiałby wziąć większość konstytucyjną i to najlepiej przy bardzo rozbitej opozycji oraz przychylnym prezydencie. Media musiałyby być mocno zantagonizowane i zbiedniałe wskutek kryzysu - tylko pod takimi warunkami można je będzie częściowo ujarzmić, a częściowo zneutralizować. Władza sądownicza będzie musiała czuć brak oparcia w dotychczasowych strukturach państwa, np. na skutek zagrożenia wybuchem niezadowolenia społecznego (kryzys).
    Ja nie życzę Kaczyńskiemu dojścia do władzy w takich warunkach społecznych i gospodarczych, ale w każdych lepszych warstwa pasożytnicza wpije mu się w gardło jak poprzednio i powali. Krótka piłka - większość narodu musi widzieć w nim ostatnią nadzieję, inaczej nie dadzą mu realnej szansy.
  • @tipsi
    Ja też nie życzę Kaczyńskiemu dojścia do władzy w takich warunkach społecznych i gospodarczych. I dlatego należy zrobić wszytko aby większość narodu zrzuciła klapki na oczach i zobaczyła w nim ostatnią nadzieję, inaczej nie dadzą mu realnej szansy.
    Tym niemniej nurtuje mnie pytanie czy za 4 lata będzie jeszcze kraj, naród czy już będziemy obywatelami eurokołchozu (o ile on sam nie padnie przy takim paragrafowaniu, certyfikowaniu i standardowaniu wszystkiego co się rusza, czego przykładem jest "prostowanie" ogórków i bananów lub "przemiana" buraka lub marchewki w owoc.
  • @Zolmar
    Zawsze istnieje ryzyko, że Putinowi pęknie kolejna klepka i pośle na nas krasnoarmiejców ;)
    Zawsze istnieje możliwość, że byle jakie szwy trzymające w kupie tego unijnego Frankensteina (ładniejszy, co prawda, od baronessy zagranicznej) pękną i europejski konwój, żwawo zmierzający w stronę finansowej rafy, zmieni się znowu w stado samodzielnych statków, z których każdy z osobna będzie martwił się, jak uniknąć zagrożeń. Możliwości jest wiele, wśród nich i taka, że nie zajdą w Europie żadne tak dramatyczne zmiany i jedynym kosztem zwłoki w naprawie Rzplitej będzie spadek zamożności (albo narastanie biedy, jak kto woli) obywateli i wzrost zadłużenia państwa. Rzekłbym, że ta właśnie możliwość jest najbardziej prawdopodobna. Jedyne naprawdę namacalnie realne niebezpieczeństwo, jakie nam grozi, to na tyle szybki wzrost uzależnienia od przemiłych sąsiadów, zwłaszcza Rosji, który zablokuje możliwość zdobycia włazy przez patriotów. Wówczas nie pozostanie nic poza walką, ale to przecież dla nas Polaków nie pierwszyzna i skoro tak trzeba i nie ma innego wyjścia...
  • @tipsi
    I dlatego nie życzę Kaczyńskiemu rządzenia pod presją "przyjaznych" ale nie Jemu mediów, "żyrandolowego" prezydenta i kopiącej po kostkach opozycji. Ale...
    To mogą być (trudne co prawda) rządy, ale rządy które dadzą szanse przetrwania naszemu krajowi na dalsze lata.
    Odkładanie na "lepsze czasy" naprawy RZpospolitej może się okazać, że będzie już "po ptokach".
  • @Zolmar
    Przykro mi, ale sugerujesz tutaj rzeczy, które nie miały miejsca. Nigdy nie obraziłam Kaczyńskiego, ani żadnego innego polityka, natomiast krytycznie odnosiłam się do programu PiS (czy też jego redakcji bądź nadmiernej ogólnikowości)oraz niechęci do tworzenia tzw listy narodowej przed tymi wyborami. Z tego powodu bardzo napastliwie odnieśli się do mnie niektórzy uczestnicy dyskusji. Nie miało to charakteru merytorycznego, były to ataki ad personam.

    Jeśli chodzi o Twoje zachowanie, to omówiłam dalszej dyskusji z Tobą po następującym akapicie;

    "Zarzucacie, że tekst Kaczyńskiego - oprócz wątpliwości merytorycznych - wzbudza też niezadowolenie z powodu niejasnego języka.
    Pycha to grzech.
    I może to Wam pyszni mądrale brakuje wiedzy aby go zrozumieć?
    Poczytajcie encykliki i kazania Jana Pawła II na temat patriotyzmu, pracy, ojczyzny, narodu. Chyba, że dla Was nawet On wypowiadał się wątpliwie merytorycznie i wzbudza niezadowolenie z powodu niejasnego języka.
    Wiecie kim byli faryzeusze i jak ich określił Jezus?"

    Jeśli uważasz, że określenia "pyszni mądrale", "faryzeusze" są właściwe w rozmowie, to ja nie podzielam takiej opinii.
  • Ad rem
    Pesymistyczne scenariusze odbierają nadzieję i energię do działania.

    Brak woli zwycięstwa zwykle materializuje się w przegranej, bo także i wyborcy wyczuwają pozorność walki wyborczej.

    Nieszukanie sojuszników po prawej stronie, posługiwanie się obciążonymi negatywnymi emocjami słowami typu "przystawki", "prawicowi pieniacze", etc. nie pozwala budować potężnej koalicji dla zmian.

    Myślenie przede wszystkim w kategoriach sukcesu partii PiS jest niewystarczające do zbudowania parlamentarnej większości konstytucyjnej, która mogłaby rozbić układ pookrągłostołowy i jego akolitów.

    Jak tak będzie, to kolejny milion albo dwa najbardziej prężnych wyjedzie do pracy zagranicę.

    I taką będziemy mieli w Ojczyźnie pracę organiczną.

    Nie jestem zbudowana atmosferą w partii PiS.
  • @Rebeliantka
    Oburzyło Cię sformułowanie "pyszni mądrale"?
    Napisałem tak, ponieważ czytając Wasze komentarze przebijała z nich od zdecydowanej większości (aż nadto widoczna) wyższość umiejętności Waszego pisania i Waszej wiedzy nad umiejętnościami wysławiania się J. Kaczyńskiego a to z kolei mnie oburzyło. To on był premierem a nie, bez urazy, Wy i to on ma tytuł doktora prawa, a nie Wy (chyba, że się mylę). Więc brak zrozumienia jego wypowiedzi, może wynika raczej z braku wiedzy jego krytyków?
    Zraził mnie brak pokory lub inaczej przerost własnego ego.
    Pewien mędrzec powiedział - "Wiem, że nic nie wiem" a nie "Wiem wszystko lepiej".

    Faryzeuszy czasem określa się mianem "Uczeni w Piśmie". Byli to ludzie, którzy poza literkami i "paragrafami" nie widzieli człowieka i wszystko wiedzieli lepiej. Analizowali każde zdanie tak drobiazgowo, że gubili po drodze sens tego zdania.
    Nie nazwałem Was "faryzeuszami". Zadałem tylko pytanie czy wiecie kim byli. Ale tak już jest, że uderz w stół a nożyce się odezwą.
    Nie było moim celem Cię obrażać, ale jeśli tak odebrałaś to przepraszam.

    Z drugiej jednak strony kilka wypowiedzi wcześniej:
    "...Widzę Zolmar, że nie podchodzi Pan do sprawy merytorycznie, ale sprowadza temat na poziom partyjny, bo nie umie Pan sobie radzić na wyższym poziomie...
    Myśli Pan kategoriami bogactwa, czyli efektem. Prawdy docieka się u żródeł, nie u skutków. Na swoje pytania ma Pan odpowiedzi w notce, proszę przeczytać ze zrozumieniem."
    A to nie są przypadkiem ataki naprawdę ad personam?
    A szczególnie: "bo nie umie Pan sobie radzić na wyższym poziomie...Myśli Pan kategoriami bogactwa".

    To co prawda słowa Circ nie Twoje.
    Ale Jej jakoś nie umiałaś zwrócić uwagi tym samym popierasz Jej zdanie i sposób prowadzenia dyskusji, a co za tym idzie przyłączasz się do ataków na mnie osobiście.

    I na koniec zacytuję Twoje własne słowa (to także nie są ataki naprawdę ad personam?):
    "Czy ty wiesz o co Zolmarowi chodzi? O popisy przy pomocy technik z tych tandetnych kursów psychomanipulacji, na które uczęszczał? ;)"
    Nie odpowiadaj, szkoda naszego czasu :)
    Rebeliantka"

    Nigdy i nigdzie nie uczęszczałem na kursy psychomanipulacji.
    Ale insynuacje i pomówienia według Ciebie są właściwe w rozmowie?
  • @Zolmar
    Widzisz, zastosowałeś metodę prowokacji, więc Ci się odwdzięczyłam "kursami psychomanipulacji" ;)

    Proponuję już dalej nie badać, kto jest bardziej winny, a swoje uwagi do tekstu Kaczyńskiego podtrzymuję ;)
  • @Rebeliantka
    Oko za oko, ząb za ząb?
    Pytanie to nie prowokacja.
  • @Zolmar
    Skoro tak, to ja też tylko pytałam ;)
  • @Rebeliantka
    Ja pytałem bezosobowo. Wy zaatakowaliście personalnie przypisując mi niskie pobudki.
  • @Zolmar
    Zolmar, dlaczego mówisz do mnie "wy"?

    Poza tyn, pokazałam ci akapit, po którym nie chciałam z Tobą rozmawiać.

    Teraz też nie chcę.
  • @Rebeliantka
    Rebeliantka, Circ - to dwoje stąd "wy". "Wy" też Cię obraża?
  • @Zolmar
    Ja mówię zawsze w swoim imieniu, nie jestem żadnym kolektywem, komitetem partyjnym, ani czymś takim ;)

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

ULUBIENI AUTORZY